You are currently viewing Dylematy i kulisy przekładu eseju Miljenka Jergovicia o poezji Adama Zagajewskiego 
  • Post last modified:27 kwietnia 2022
  • Post category:Eseje / Napisane

Dylematy i kulisy przekładu eseju Miljenka Jergovicia o poezji Adama Zagajewskiego 

Podczas pracy nad przekładem robię dziesiątki notatek, najczęściej niestety odręcznych.
Ich życie jest więc bardzo krótkie – przepadają upchnięte w kartonie razem z pierwszą wersją tłumaczenia, którą z reguły, nie wiedzieć po co, zachowuję. Własne teksty i przekłady najpierw piszę ręką – najczęściej ołówkiem, bo łatwo coś wytrzeć, nadpisać. Takie pisanie ma dla mnie magiczną moc. Po pierwsze dlatego, że mam w rękach papier – kartkę z tekstem źródłowym i tę na której piszę. Drugi powód to proces tworzenia, bo przekład bez wątpienia jest dziełem. Akt twórczy uruchamia wszystkie moje zmysły: litery paradują przed oczami, słowa brzmią w uszach, bo je czytam na głos, by poczuć temperaturę wypowiedzi, poznać ich melodię i odkryć ukryte tam przekazy. Niewidzialna siła porusza potem ręką zakończoną ołówkiem, a do mnie wraca dźwięk – szmer grafitu na papierze, na którym pojawiają się litery, ułożone w innym porządku, bo tworzącym słowa w języku przekładu. Właściwie brakuje tylko smaku – ale tę rolę odgrywają smakowite odkrycia, których dokonuję i zapisuję na brzegu kartki oraz niuanse językowe, dla których porywam się na nieoczywiste i nieproste tłumaczenia. Potem przychodzi czas przestukania rękopisu na klawiaturze komputera i wtedy następuje pierwsza, ostra samokorekta. To czas rozstrzygnięcia większości dylematów. Decyzje zapadają z reguły natychmiast i tylko ta wersja dostaje e-życie. Z perspektywy czasu szkoda mi tych odnalezionych perełek językowych i tych socjologicznych i kulturowych odkryć, które przepadną w pudłach na strychu. Ale z drugiej strony sam czyn poszukiwania jest dla mnie najważniejszy.

Podobny proces twórczy, odczucia i odkrycia towarzyszyły mi przy pracy nad tekstem Miljenka Jergovcia, którego niezwykle cenię. Czytam „od zawsze” nie tylko jego książki (w oryginale, choć w polskim przekładzie też brzmią znakomicie), ale również jego artykuły, eseje, które publikuje w różnych mediach oraz zamieszcza na swojej stronie internetowej (www.jergovic.com). Esej, bo tak odbieram test Jergovicia o Adamie Zagajewskim, autor opublikował zaraz po śmierci poety. Gdy go przeczytałam, wydał mi się interesujący z wielu względów. 


Po pierwsze pięknie opowiada o znakomitej poezji i jej twórcy. Jergović przybliża czytelnikom swojego języka rzeczywistość odległą w kontekście czasu i przestrzeni, bo ta polska rzeczywistość jest dla nich równoległa, pozornie odrębna i nieznana, a przez to obca. Jednocześnie pokazując, co dla niego, pisarza i człowieka jest ważne w literaturze i życiu, dopisuje nowe konteksty i jej aktorów sięgając do rzeczywistości doświadczonej przez czytelników jego języka. Łączy w ten sposób dwa światy, wciąga odbiorcę w emocjonalny dyskurs: trudno wtedy powiedzieć, że to nie o nas, że to obce, że nam się to nie przytrafiło. A łącznikami spajającymi te światy, wcale przecież nie odrębne, są takie fundamentalne pojęcia jak Zagłada, wygnanie, brak kary, milczenie, lęk. Jergović, jak przystało na uważnego odbiorcę poezji Zagajewskiego, idzie śladem jego słów czytając wers po wersie „Oglądając »Shoah« w pokoju hotelowym, w Ameryce”, fragmenty „Gdyby Rosja” oraz całość wiersza „Sylwester 2004”.

Esej wydał mi się arcyciekawy nie tylko w warstwie znaczeniowej, ale także czegoś, co nazywam wielojęzykowością wewnętrzną, a co jest dużym wyzwaniem dla tłumacza literatury. Ta kwestia jest niezwykle intersująca i wrócę do niej w odrębnym tekście – tu tylko zasygnalizuję: 

Taki fragment „zwrócony” oryginałowi po „przejściu przez obcy język” nie jest już cytatem, ale jakimś, nie umiem znaleźć innego słowa, cytatem-niectytatem. Czym jest ów cytat-niecytat – oto moje pytanie.

Przytoczenie pochodzi z artykułu Andrzeja Skrendo „Szczególny rodzaj nieprzekładalności.” [pełne źródło cytatu pod wpisem].

Jergović pisze po chorwacku, ale jego język jest bogatszy niż współczesny standardowy język chorwacki zamknięty w granicach państwowych i rygorach poprawności (szeroko rozumianej). Tak jak Jergović mówią i piszą Chorwaci mieszkający w Bośni i Hercegowinie, ale także na terenie Chorwacji. Niektóre ze słów, jakich używa, słychać u mieszkańców innych krajów powstałych w wyniku rozpadu Jugosławii. W eseju o Zagajewskim tym słowem jest „tačno” (pl. „dokładnie”, „właśnie tak”). Próżno szukać go w Chorwackim Portalu Językowym (Hrvatski jezični portal) – obszernej bazie języka chorwackiego. Jest tylko słowo „točno”, które znaczy (nomen omen) „dokładnie”, czyli to samo. Jest to jeden z powodów, dla których czytelników jego źródłowych tekstów nazywam odbiorcami jego języka. 

Zastanawiając się w jaki sposób wyjaśnić to polskiemu czytelnikowi sięgnęłam po wypowiedź chorwackiej pisarki Olji Savičević Ivancević komentującej „skandal na scenie literackiej”, do jakiego doszło w wyniku ostrego konfliktu na linii jury, a chorwackie Ministerstwo Kultury. Sprawa, dotyczyła wyboru przez kapitułę Nagrody Młodej Krytyki pięciu pisarzy. Nominowany do nagrody był – oprócz wspomnianej pisarki – także Miljenko Jergović oraz Semezdin Mehmedinović i to wokół postaci tego ostatniego narodził się głośny spór – tak naprawdę o język, jakim się on posługuje. Olja Savičević Ivancević powiedziała tak:

A Semezdin nadal pozostanie i bośniackim, i chorwackim, i amerykańskim, a tak naprawdę światowym pisarzem, podobnie jak celem dobrej literatury jest przekraczanie granic, a nie zamykanie się w wąskich, tworach narodowych; i nie jest możliwe by powstrzymać, na całe szczęście, to przelewanie się języka i migrację słów.

[źródło cytatu pod wpisem]

Język Jergovicia, budzi czasem podobne emocje i pytania o „chorwackość”. Może warto wtedy wrócić myślami do przytoczonej wyżej wypowiedzi i odrzucić krepujące stereotypy i ciasnotę myślenia. 

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że przewodniczącą pierwszego składu jury (istniały dwa, oba wyłoniły zwycięzców, po czym same się rozwiązały w wyniku sporu z ministerstwem) była znakomita tłumaczka i znawczyni polskiej literatury, w tym Adama Zagajewskiego – Đurđica Čilić. To przez jej upór i konsekwentne działania sprawa stała się głośna i wywołuje dyskusję nad granicami „czystości” języka. Jej nazwisko jako tłumaczki poezji Zagajewskiego Jergović, przywołuje w eseju, którego przekład otrzymują dziś polscy odbiorcy.

Jergović swoje prace, w tym omawiany esej, pisze standardowym językiem chorwackim, bogatym w konteksty językowe i autentycznym, bo wyniesionym z własnej tradycji, z leksyką z miejsca, z którego pochodzi. Z lingwistycznego punktu widzenia pisze (i mówi) sztokawskim językiem chorwackim (pytajnik „co” to „što”), w odróżnieniu
(i uproszczeniu) do równoległego standardu językowego, w którym ten sam pytajnik brzmi „kaj” (kajkawski) lub „ča” (czakawski). I chociaż w j. polskim też spotykamy pytajnik „kaj”, to w naszym przypadku sytuuje on taką wypowiedź wśród gwar czy dialektów, nie stanowiąc standardowego, czyli ogólnego języka. Tymczasem w Chorwacji, choć możemy za jego pomocą określić miejsce występowania (lub najczęstszego występowania) danego standardu, to nie oznacza to zamknięcia w regionie lub grupie. Oczywiście wypowiedź przekazuje czytelny sygnał, ma widoczną metrykę pochodzenia, ale tylko tyle i aż tyle – jest to po prostu jeszcze jeden, ogólny język chorwacki.

Tłumaczowi przekładającemu na j. polski tych kilka równoległych standardów języka chorwackiego stwarza ogromne problemy albo jest praktycznie niewykonalne – nie ma bowiem sposobu, by je pokazać w języku polskim, szczególnie gdy występują obok siebie. Oczywiście w rozbudowanych tekstach można dokonać próby rozwiązania tego problemu. Mam za sobą niezwykle skomplikowany przekład współczesnego dramatu chorwackiego,
w którym miałam do czynienia z całym chórem głosów (języków). Ocena powodzenia należy do specjalistów i odbiorców. Przyjdzie czas by i tę pracę nad przekładem opisać, teraz trzeba uprzedzić polskiego odbiorcę eseju Jergovicia, że ten aspekt pozostanie dla niego niewidoczny, niemy. Na pocieszenie dodam, że nie ma tych „perełek” dużo i nie są tą warstwą tekstu, której zgubienie w przekładzie znacząco by go zubożyło, a może i zabiło.

Esej w Kwartalniku Literackim WYSPA

Esej Jergovicia niesie jeszcze inne, bardzo poważne wyzwanie dla tłumacza. Autor pisze o wierszu napisanym (stworzonym) w języku polskim. Tymczasem on czyta go i przytacza w języku serbskim, na jaki został przełożony. To z tymi cytatami, nie znając języka polskiego, wchodzi w dialog i wyciąga wnioski. Powstaje zatem sytuacja, że esej Jergovicia staje się również w tym wymiarze wielojęzykowy. Oczywiście, serbskie cytaty są dla odbiorcy jego języka widoczne, odczuwalne, ale są jednocześnie zrozumiałe bez potrzeby tłumaczenia. Podobieństwa języków, wpływy i wieloletnie związki między kulturami i ludźmi, historia w ramach wspólnego państwa sprawiają, że oczekiwanie zrozumienia serbskich słów w chorwackim eseju jest jak najbardziej oczywiste. Sam Jergović komentując wywiad, jakiego udzielił belgradzkiej „Polityce” powiedział tak:

Moje odpowiedzi zostały przełożone, zgodnie z redakcyjnymi zwyczajami, na serbską ekawicę. Szanuję to, chociaż nie sądzę, żeby to miało jakiś sens. Kto rozumie, ten pojmie. Kto nie rozumie, temu nic z pojmowania.

[źródło cytatu pod wpisem]

Te serbskie cytaty mają według mnie także dodatkowy walor – niosą w sobie jednak ten mały akcent obcości, który sugeruje „inną” rzeczywistość świata przedstawianego, ale jednocześnie – poprzez podobieństwo języków serbskiego i chorwackiego – jej „swojskość”. To znakomicie łączy odbiorcę języka Jergovicia z poezją Zagajewskiego, nie tylko w warstwie znaczeniowej, ale i emocjonalnej. Zagajewski czytany po serbsku jest mu bliski, choć pozornie trochę obcy. 

Tymczasem dla tłumaczki było to spore wyzwanie – jak uzyskać podobny wielogłos i zbudować więź pomiędzy światem Jergovicia a polskim światem. W literaturze, w każdym języku używa się cytatów z innego języka. Tłumacz pracuje wtedy w trzech językach (lub więcej, jeśli cytaty pochodzą z wielu języków): źródłowym, języku cytatu/cytatów i przekładu (najczęściej własnym). 

Takie cytaty czy wtrącenia, na przykład z j. francuskiego w tekście angielskim czy polskim, są dla odbiorców języka źródłowego, ale i przekładu równie obce, a stopień odczuwalnej inności wynika z popularności cytowanej wypowiedzi lub własnej, zarówno tłumacza jak i odbiorcy, znajomości danego języka. Dlatego dłuższe czy mniej oczywiste cytaty często są opatrzone przypisem. Dokonane tłumaczenie może pochodzić od tłumacza, redakcji, ale bardzo często jest „cytatem” z innego istniejącego wcześniej przekładu – szczególnie, gdy przytoczenie pochodzi z dzieł bardzo znanych, czy z klasyki. Wszystkie te zabiegi są ogólnie znane i powodują, że cytat jest widoczny i odczuwalny przez odbiorcę, choć często przy cytatach z przekładów ugruntowanych w świadomości odbiorcy ginie pamięć istnienia, gdzieś tam w tle, wypowiedzi w języku źródłowym. Tak dzieje się na przykład z powieścią o Szwejku, z „Mistrzem i Małgorzatą” i wieloma innymi. Tłumaczenia wrosły w naszą świadomość i stały się słowami samego Haška i Bułhakowa, choć trudno ich podejrzewać o pisanie po polsku. 

Tymczasem w eseju Jergovicia serbskie cytaty są nieznane, napisane w obcym języku (podobnym, ale nie identycznym) i nie wymagają według autora żadnej ingerencji – jego czy redakcji. Rodzi się zatem pytanie jak to odpowiednio pokazać lub przynajmniej zasygnalizować polskiemu odbiorcy, dla którego i serbski, i chorwacki są (najczęściej) równie obce i niemożliwe do rozpoznania. Pojawia się też od razu kolejny dylemat – mianowicie co zrobić, gdy autor analizuje serbski przekład polskiego wiersza zakładając, że polski poeta tak właśnie go napisał. 

Oczywiście, autor i tłumaczka spodziewają się różnic, odstępstw od oryginału, bo pamiętają, że poezji się nie tłumaczy, a dokonuje jej przekładu, albo wręcz tworzy od nowa. Po chorwacku mówi się o tym procesie „prepjev” (dosłownie „prześpiew”), bo wiersz to przecież rodzaj pieśni, w której rytm, rym, użyte zgłoski, akcenty, onomatopeje i wszystkie inne środki stylistyczne tworzą melodię, którą tłumacz musi zagrać w swoim języku i swoim kontekście (rzeczywistości). 

Tłumaczka ma dodatkowy problem, bo ani serbski, ani chorwacki nie są jej językiem macierzystym, a więc oceniając przekłady na tamte języki musi zachować wielką ostrożność i pokorę, co jednak nie oznacza ślepej akceptacji. Właśnie z tych wszystkich powodów zrezygnowałam z podstawienia w miejsce serbskich cytatów słów samego Zagajewskiego, zdając sobie jednak sprawę z idącej za tym utraty jego mistrzowskiej frazy. Uznałam, że dla eseju Jergovicia i dla całej jego twórczości priorytetem jest wielogłos, wewnętrzne bogactwo i łączenie osiągane poprzez oswajanie inności. Zdecydowałam się zatem podjąć ryzyko i dokonać „przekładu z przekładu”, a tym samym „wrócić” do tekstu wierszy w języku źródłowym. Innymi słowy, serbski przekład przetłumaczyłam z powrotem na język polski i postanowiłam go zderzyć z oryginałem. Wspominałam już wcześniej, że tłumacze spotykają się z podobnym problemem, a A. Skrendo stosuje określenie „cytat-niecytat”. 

Pierwotnym powodem, który wywołał opisane wyżej dylematy był pierwszy z omawianych przez Jergovicia wersów, a wokół którego buduje swoją narrację: w serbskim przekładzie pojawiają się słowa „noc jest”, podczas gdy poeta napisał „noc bywa”. Odebrałam to jako duże odstępstwo, zresztą z translatorskiego punktu widzenia niezrozumiałe, bo w j. serbskim istnieje odpowiednie wyrażenie. W dalszych serbskich cytatach też odkrywałam miejsca, co do których miałam przeświadczenie, że nie są adekwatnie czy dobrze przetłumaczone. Taki skrajnie niezrozumiały przykład pojawia się w tytule jednego z wierszy Zagajewskiego. Poeta użył słów „Sylwester 2004” i dalsza treść daje czytelne sygnały, że chodzi o koniec roku, a pojęcie czasu jest szczególnie istotną komponentą tej poetyckiej wypowiedzi. Tymczasem Biserka Rajičić ten tytuł przetłumaczyła jako: „Badnje veće 2004” – co znaczy „Wigilia 2004”, bądź „Wieczór wigilijny 2004”. Ten przekład jest według mnie trudny do obrony i żałuję, że Miljenko Jergović nie zna prawdziwego tytułu wiersza. 

W takich sytuacjach rodzi się dylemat: czy odsłonić kulisy – już nie tylko swojego przekładu – czy też ukryć je, sięgając po cytat z tekstu źródłowego. W rezultacie przemyśleń, postanowiłam jednak pokazać jak się sprawy mają i w ten sposób stworzyć nieomal jergoviciowski wielogłos: serbski przekład przetłumaczyłam z powrotem na język polski i zestawiłam – stawiając je obok siebie – ze słowami samego poety. Wydaje mi się, że jest to uczciwe i rzetelne, a także interesujące z lingwistycznego i kulturowego punktu widzenia.

Okładka Kwartalnika Literackiego WYSPA, gdzie ukazał się esej

Ostatnim wyzwaniem był jeden wers z wiersza „Oglądając Shoah”. Jergović przywołuje go po serbsku, a następnie pisze o kwitnących bzach podobnych do petard. W posiadanych przeze mnie tomikach, które były drukowane w Polsce, a także w zamieszczonym w internecie zapisie głosu poety, w tym wierszu nie ma wersu o bzach i petardach. Szalonym byłoby podejrzewać Biserkę Rajičić, że przetłumaczyła nieistniejące słowa, dlatego idąc tropem informacji zawartych w eseju, że serbski przekład powstał na podstawie tomiku „Płótno” opublikowanego w 1990 roku w Paryżu, poprosiłam niezastąpionego znawcę literatury – Janusza Drzewuckiego o wsparcie i poszukiwanie tego wydania. To dzięki niemu stałam się posiadaczką zdjęcia kartki z tomiku, na którym jest wiersz i co najważniejsze, jest tam także problematyczny wers. Wyjaśnienie zagadki było o tyle istotne, że redaktor naczelny WYSPY, wspominał, że opublikuje, w tym samym numerze co przekład, wiersze Adama Zagajewskiego przywołane przez Jergovicia. I wtedy uważni czytelnicy mogliby przeżyć nie lada konfuzję.

fragment wiersza „Oglądając Shoah” z tomiku „Płótno” opublikowanego w 1990 roku w Paryżu

Każdy tekst, a już na pewno każdy przekład, powinien trafić w ręce doświadczonego redaktora. Mnie udało się pracować z niezwykłymi i znakomitymi. Pierwszy – Andrzej Gordziejewski – praktycznie nauczył mnie przekładu. Nie poprawiał, tylko mówił: a może jeszcze inaczej? To dzięki niemu zrozumiałam na czym polega odwaga podczas przekładu, bo początkujący tłumacz zwykle kurczowo trzyma się tekstu źródłowego, nie czując jeszcze granic wolności translatorskiej. Potem nauczyłam się pokory i choć upieram się (stanowczo) przy rozwiązaniach, których jestem całkowicie pewna, niezwykle uważnie słucham każdej sugestii redaktora. Szczególnie, gdy jest to dr Jerzy Molas z Uniwersytetu Warszawskiego, znawca języków, który podczas pracy nad przekładem eseju Jergovicia zwrócił mi uwagę na coś, co wydawało mi się oczywiste, ale po zastanowieniu zgodziłam się, że należy to wyjaśnić polskiemu odbiorcy. 

Chodzi o fragment, w którym Jergović pragnie pokazać jak niewielka odległość dzieli Auschwitz, nazistowski obóz śmierci, od Krakowa, europejskiego miasta z wielkowiekową tradycją. Naturalnie, jak wszystko u Jergovicia, chodzi tu o odległość rozumianą wielowymiarowo. Odległość fizyczną autor opisuje nie w kilometrach, lecz poprzez przywołanie nazw czterech niewielkich miast. Buduje tym wyobrażenie, odczucie ich fizycznej, ale i psychicznej bliskości. 

Dla odbiorcy języka Jergovicia Zaprešić, Omiš, Opatija i Pazarić budzą natychmiastowe skojarzenia z pobliskimi dużymi i ważnymi miastami. Zaprešić dzieli ok. 18 km od Zagrzebia, Omiš 21 km od Splitu, Opatija leży mniej więcej 13 km od Rijeki, a Pazarić 30 km od Sarajewa. W tym ostatnim przypadku pojawiają się dosłownie i w sposób dorozumiany dwa miasta w granicach Bośni i Hercegowiny. 

W życiu i twórczości Jergovicia Bośnia i Hercegowina, a szczególnie Sarajewo, odgrywają niezwykle istotną rolę. Podobnie ważny jest Zagrzeb – stolica leżąca na północy Chorwacji; autor mieszka w pobliskiej wsi, a Zagrzeb jest ośrodkiem jego kulturowych poczynań. Historia Splitu, perły Dalmacji, sięga dwóch tysięcy lat i jest uosobieniem wielu zmian: byli tam Rzymianie, władała Wenecja i wydarzyły się wszystkie turbulencje XX wieku. Rijeka – miasto portowe Kvarneru ma także długą i interesującą historię; wystarczy wspomnieć Habsburgów, których panowanie scalało Galicję, a w niej Kraków z kurortem koło Rijeki (d. Fiume), wtedy zwanym Abazzia (dziś Opatija), do którego kolej wiedeńska docierała wprost z Krakowa i przywoziła na wypoczynek sławnych Polaków (Sienkiewicza, Piłsudzkiego, Żeromskiego, Konopnicką, Witkiewicza, itd.); drogę, na której nie było żadnych granic, pociąg pokonywał w 12 godzin. Nawiązanie więc tego miasta jest znakomitym literackim zabiegiem Jergovicia: to co pozornie odległe, obce, faktycznie okazuje się bliskie, nasze. 

Dla odbiorców języka Jergovicia wszystkie te skojarzania (może oprócz kwestii polskiej) są oczywiste i naturalne. A dzięki temu Auschwitz oraz Kraków stają się dla nich równie oczywiste i osobiste. Być może teraz, dzięki temu wyjaśnieniu, wszystkie przywołania staną się równie zrozumiałe i bliskie dla polskiego odbiorcy eseju Jergovicia. Jest też coś metafizycznego w tych dorozumianych miastach: Zagrzebiu, Rijece, Splicie i Sarajewie; gdy jak punkty na mapie połączymy je liniami powstanie czworokąt, a wnikliwi czytelnicy odkryją magiczną przestrzeń twórczości Jergovicia.


Ważne informacje:


Tekst ukazał się w Kwartalniku Literackim WYSPA nr 2/2021

(https://rynek-ksiazki.pl/sklep/wyspa-2-2021-wersja-pdf/)


Cytaty i źródła użyte w tekście:

1. Andrzej Skrendo, Szczególny rodzaj nieprzekładalności. O pewnym kłopocie z zakresu teorii przekładu z nieustannym odwołaniem do hermeneutyki, Teksty Drugie 2010, 4, s. 180-196; tekst dostępny na http://rcin.org.pl

 2. wypowiedź Olji Savičević Ivancević z 19.06.2021 r. dla portalnovosti.com  

„A Semezdin će i dalje ostati i bosanski i hrvatski i američki, zapravo svjetski pisac, kako što je i cilj dobre književnosti da prelazi granice, a ne da se zatvara u uske nacionalne tvorove i to je prelijevanje jezika i migracije riječi, na svu sreću, nemoguće spriječiti.”.

3. Miljenko Jergović – profil autorski na Facebooku, wypowiedź z 16.06.2021 r.

„Moji odgovori prepjevani su, po redakcijskom običaju, na srpsku ekavicu. Poštujem, premda ne mislim da to ima nekog smisla. Tko razumije, shvatit će. Tko ne razumije, nije mu ni potrebno da shvati.”.