Jakiś czas temu napisałam recenzję dwóch albumów, które w polskim przekładzie ukazały się w wydawnictwie Arkady (recenzja na stronie wydawnictwa dostępna tutaj oraz opublikowana drukiem w Kwartalniku Literackim WYSPA tutaj).
Wracam dziś do niej, bo opowiada o wartościach nieprzemijalnych, a dzieła, jakie polecam są ponadczasowe i niezwykle interesujące.

Zazwyczaj lektura książki zatrzymuje nasz wzrok na kartach bądź ekranie czytnika. Tym razem trzymając albumy na kolanach błądziłam spojrzeniem po niebie, rozkładałam wokół siebie kolejne książki o sztuce i mapy. Korciło mnie by dowiedzieć się więcej, zrozumieć, porównać to, co dawne z tym, co dziś wiemy o świecie. Recenzja zaczyna się opowieścią o dawnych mapach naszego globu, potem perspektywa się zmienia i błądzę po niebie szukając innych planet. Po drodze wpadam do domów bogatych niderlandzkich kupców i przyglądam się obrazom Johna Nasha Vermeera.
Nie mogło tu oczywiście zabraknąć odwołań do książki, która wpisała się w moją pamięć najgłębiej i chyba najczulej. Chodzi o „Mediteranski brevijar” Predraga Matvejevicia, po którego zaktualizowane chorwackie wydanie z roku 2006 sięgnęłam i sama dokonałam przekładu fragmentów, jakie cytuję.
Mapy są córkami geometrii. Ojców mają różnych. Historia jest czasem ich siostrą, czasem macochą. Bywaj zwijane i rozpościerane, skręcane i układane jedna przy drugiej, porównywane jedna do drugiej, uzupełniane, zużyte lub rozdarte. Jedne jakby pragnęły objąć niemierzalność i trwałość przestrzeni, drugie kierują wzrok na jego ograniczoność i nietrwałość. Już sama mapa jest rodzajem brewiarza: morskiego i lądowego. Przedstawia użytkownika obserwatora lub badacza. Miejsca zmienia w nazwy, początek podróży w znaki, powroty w punkty, wędrówki w obrysy, lądy i morza w kreski i figury, odkrycia w rysunki, kolory we wspomnienia, morskie katastrofy w czarne plamy. Zaprasza do podróżowania – daje również tej podróży wsparcie. Podróżnikowi służy jako gwarancja. (…) Nad atlasem pochylamy się z troską, ciekawością lub lekkomyślnością. Duch wielkiej mapy jest kosmopolityczny i ekumeniczny. Południki i równoleżniki obalają mity o bliskości lub oddaleniu, o całościach czy częściach, o ciągłości i lukach. Wodzenie palcem po mapie zdradza pragnienie włóczęgi. Czasami stwarza iluzję o wszechobecności (…).

Tak o mapach pisał ten wybitny chorwacki pisarz w „Brewiarzu”, książce która ukształtowała na nowo moje widzenie Śródziemnomorza, a przede wszystkim podróży, jako takiej. Mapy stały się jej nieodzowną częścią, a podroż istniała dzięki mapom. Zresztą czasem była to tylko podroż palcem po mapie.
Kultura, języki i ludzie zaczęli stanowić dla mnie nierozerwalną część map; byli na tych mapach poprzez nazwy, znaki. Świat zmienił wymiary – był wielki, ale i mały zarazem, bo tak bliski, gdy go pojmować wszystkimi zmysłami.
Od tysięcy lat ludzie zajmowali się rysowaniem map. Wynikało to z potrzeby utrwalenia świeżo zdobytych informacji o miejscach, sposobie dotarcia do nich lub czyhających w drodze niebezpieczeństwach.
Podobno najdawniejsza z map powstawała ok. 10 000 lat p.n.e. i została wyryta w skale w Ameryce Północnej. Tej samej Ameryce, która przez kolejne tysiące lat pozostawała nieznana, nieodkryta i nienarysowana na mapach świata!
Tu dygresja – za odkrywcę Ameryki, co prawda przypadkowego, uznaje się Kolumba, który to, poszukując zachodniej drogi morskiej do Indii, dopłynął 12 października 1492 roku do wyspy San Salvador (Watling) lub Samana Cay w archipelagu Bahamów. W tej i trzech kolejnych wyprawach odkrywał wyspy i wybrzeża Ameryki Południowej oraz Środowej, będąc jednak do końca życia przekonanym, że dotarł w pobliże Indii (stąd nazwa Indie Zachodnie, a ludność: Indianie). Dopiero późniejsze okrycia pokazały, że to inna, odrębna część świata. Swoje imię Ameryka zawdzięcza kartografowi – Martinowi Wadeseemüllerowi (będzie o nim później), który zaproponował, by ją nazwać od imienia Amerigo Vespucciego, którego uważał za rzeczywistego odkrywcę nowej części świata.

„Dawne mapy. Podróż w przeszłość” Kevina J. Browna w przekładzie Michała Zagrodzkiego, album który ukazały się 2019 roku nakładem wydawnictwa Arkady, to pasjonująca historia kartografii i geografii – rozumianej jako szuka odwzorowania ziemi. Pięknie wydaną publikację rozpoczynają dwie mapy – Tabula Peutingeriana oraz Mappa mundi z Hereford, o których autor pisze:
Kontrast między nimi obrazuje przykłady pewnych idei tworzenia map i nieuniknione sprzeczności z jakimi zmagają się kartografowie: między nauką a religią, fizycznością a duchowością, rzeczywistością a fikcją, tym, co faktyczne, a tym, co praktyczne, neutralnością, a przekonywaniem.
Jak to rozumieć? Obie te mapy reprezentują model przedptolemejski: jeden ze starożytnego Rzymu, a drugi ze średniowiecznej Europy – i reprezentują skrajnie różny światopogląd.


Pierwsza z przedstawianych map to XII wieczna kopia sporządzona na długim, pergaminowym zwoju. Powstała na podstawie mapy, bodajże z IV wieku, a ta z kolei miałaby, wg części badaczy, być odwzorowaniem mapy z I wieku p.n.e. Znajdujemy na niej sieć rzymskich dróg; była zatem swoistym zapisem szlaków, jakim poruszali się ludzie i towary. Obejmuje obszar od śródziemnomorskiej Hiszpanii po Indie – a więc świata znanego ówcześnie. Mapa nie opiera się na systemie matematycznym, jest po prostu poglądową, praktyczną mapą, ze zbiorem informacji o terenie, odległościach, istotnych punktach. Dziś mamy podobne, które przedstawiają np. schematyczną sieć metra czy komunikacji miejskiej.

Druga z map powstała w średniowiecznej Europie, w której duchowość, wiara odgrywały nader znaczącą rolę. Tym samym zadaniem kartografa stało się przedstawienie obu obszarów – ziemskiego i duchowego. Podróż ziemska była mniej ważna, rozwój duchowy i chrześcijańskie widzenia świata i roli człowieka we wszechświecie stały się dominujące. Mappa mundi, bo o niej mowa,to piękny przykład średniowiecznego modelu kartograficznego określanego literami O i T (Orbis Terra lub Terrarum Orbis – koło świata; lub T od Theos, a O od Okeanos). W centrum mapy znajduje się Jerozolima, najważniejszy punkt duchowy, wschód znajduje się na górze i umieszczono tam Ogród Edenu. Na mapie oprócz rzek Indus, Tygrys czy Morza Czerwonego, znajdziemy baśniową wyspę Taphana (to może być Sri Lanka lub Sumatra), oprócz Morza Kaspijskiego, ziemię Goga i Magoga, oprócz Nilu i Dunaju czy mórz: Egejskiego i Adriatyckiego, Raj, Arkę Noego i… wieżę Babel, a oprócz Egiptu, Anglii i Irlandii – Sodomę i Gomorę. W sumie mapa przedstawia podobno 420 miast, 15 scen biblijnych, 33 zwierzęta i rośliny, 32 osoby oraz 5 scen z mitologii. Jedynym kuriozum na mapie jest odwrotne zaznaczenie położenia Afryki i Europy. Znajdują się po niewłaściwej stronie mapy, zmienione jedna z drugą. Więcej o mapie na stronie – link tutaj.

We wczesnym Odrodzeniu Europejczycy ponownie odkryli kartografię ptolemejską. Kartografia ta pochodzi z czasów rzymskich, jako że Klaudiusz Ptolemeusz był aleksandryjskim kartografem z II wieku. Jego dzieło Geografia to pierwszy podręcznik rysowania map i oznaczania położenia za pomocą współrzędnych geograficznych. Przetłumaczona z arabskiego na łacinę w 1406 roku otworzyła nowe horyzonty – i to zarówno w podróżowaniu, jak i zrozumieniu starożytnej kultury i świata.
Potem nadszedł przełomowy rok 1492 i odkrycie Ameryki przypisywane Kolumbowi – wspominałam o tym w dygresji – tutaj. To i inne wielkie odkrycia musiały znaleźć swoje miejsce na mapach. Te ptolemejskie pokazywały świat składający się z trzech części: Europy, Azji i Afryki. Odkrycie Nowego Świata potrzebowało nowych map. I tu wracamy do kartografa – M. Waldseemüllera. Aby uwzględnić odkrycia, jakich dokonali Kolumb i Vespucci, Waldseemüller ponad dwukrotnie zwiększył liczbę stopni na kuli ziemskiej. I tak powstała mapa w kształcie serca, z centrum na Morzu Kaspijskim. W kolejnych latach powstawały też mapy z dwóch serc – tak by zmieścić obie półkule na jednej mapie.
Poniżej mapa Waldseemüllera w kształcie serca.

Wiek XVI i XVII to prymat kartografii niderlandzkiej. Dlaczego?
Oddajmy znów głos Matvejeviciowi:
Wielkie mapy powstały wspierane przez moc i władzę. Potwierdzają to deklaracje i dedykacje na ich kartuszach, wyrazy wdzięczności za wsparcie i ochronę. Kartografa była państwową i służbową tajemnicą (…). Kraje, które lekceważyły kartografię, nie dokonały wielkich, morskich czynów: kto posiada mapę bierze w posiadanie morze; ten, którego mapa jest lepsza, zdobywa więcej.
Celność spostrzeżenia pokazuje przykład okresu prosperity Holandii, zwany złotym wiekiem. Intensywny rozwój potęgi morskiej spowodował rozkwit handlu, zamorskich podróży i powstanie kompanii handlowych (w tym Holenderskiej Wschodnioindyjskiej – VOC). To także czasy kolonizacji: między innymi dzisiejszej Indonezji, bogatej w surowce i luksusowe produkty (np. kawę, herbatę, przyprawy i wiele innych). W tym okresie w Holandii powstały dziesiątki map, globusów, atlasów.
Część z map ściennych służyła także do ozdoby domów bogatych kupców (może właśnie udziałowców VOC, nota bene będącej pierwszym międzynarodowym koncernem wykorzystującym akcje i papiery wartościowe do finasowania swojej działalności) czy innych możnowładców. Nie trzeba daleko szukać by odkryć je na obrazach Johna Nasha Vermeera.

Opus malarza liczy 36 obrazów, a z tego 10 zawiera mapy, globusy, narzędzia kartograficzne (cyrkiel i tzw. laskę Jakuba – przyrząd do nawigacji lub do mierzenia kątów w astronomii).
Popatrzmy najpierw na dwa obrazy: Geograf oraz Astronom. Na obu widoczny jest globus z mapą świata. Na obrazie Astronom widzimy fragment mapy Europy, sporządzonej przez Willema Janszoona Bleau.
Oto obraz „Astronom”.

Geograf przedstawia uczonego, który ma za plecami globus, sporządzony przez innego wybitnego kartografa tamtych czasów – Jodocusa Hondiusa.
Tu mamy obraz „Geograf”.

Mapy na obrazach Vermeera, podobnie jak globusy, są autentyczne i istnieją do dziś. Obrazy Żołnierz i śmiejąca się dziewczyna, Kobieta w niebieskim kaftanie czytająca list oraz List miłosny – mają za tło autentyczną mapę Holandii i Zachodniej Fryzji, którą sporządził Balthasar Floriszoon van Berckenrode w 1620, a opublikował w roku bodajże 1621, wspomniany już W. J. Blaeu. Opublikował on także mapę Wschodnich Indii i to całkiem nieprzypadkowo, bo wtedy właśnie powstała Kompania Wschodnioindyjska (VOC), której statki pływały do Nowego Amsterdamu (później przemianowanego na Nowy Jork), ale także do Batavi (dzisiejszej Dżakarty), Chin i Japonii.
Mapa Batavii z 1699 roku

Mapa Europy, jaką Vermeer znakomicie i precyzyjnie odwzorował na swoich obrazach jest prawdopodobnie najdawniejszą mapą Europy ukazującą wody południowej Grenlandii i Cieśninę Davisa. Co ważne na tej mapie Europy nie ma już mitycznej wyspy „Frislandii”, przez innych, współczesnych mu, nadal umieszczanej na mapach.
Inna mapa, którą znajdziemy na słynnym obrazie Vermeera Alegoria malarstwa – to mapa Niderlandów opublikowana przez Nicolaesa Visschera znanego jako Piscator.
Umieszczanie map i globusów na obrazach świadczy o ich luksusowym charakterze i wyjątkowej roli, jaką wówczas odgrywały, jako symbole wiedzy i władzy oraz przejaw kunsztu i dzieło sztuki.
Odkryciom nowych lądów towarzyszyły odkrycia nowych gwiazd. Archipelagi na sklepieniu niebieskim i te na morskich bezkresach są do siebie podobne. Marynarze zmieniali mapy Ziemi, astronomowie mapy Kosmosu
pisze Petar Matvejević w „Śródziemnomorskim brewiarzu”.
Wędrując po dawnych mapach ziemi trzeba porównywać je z równie dawnymi mapami nieba. Warto zobaczyć jak wyobrażano sobie i przedstawiano wszechświat, jak rysowano gwiazdozbiory i jak wyglądały mapy nieba. Przecież to dzięki gwiazdom i mapom nieba i ziemi żeglarze docierali do celu.
Mapy nieba

Przyda się do tego kolejny, wspomniany, piękny album wydawnictwa Arkady: „Mapy nieba. Podróż wśród gwiazdozbiorów” Eleny Percivaldi, w przekładzie Maciejki Mazan. Historia odkryć czy wyobrażeń, a także przedstawiania ich na przepysznych, pełnych fantazji, ale i precyzji mapach jest, jak wyzwanie intelektualne, jak pasjonująca przygoda.
Co było dalej z mapami? Jak się zmieniały? Jacy kartografowie przeszli do historii, kim był Mercator? Dlaczego na frontospisie pracy Harmonia Macrocosimca z 1661, opublikowanej przez (holenderskiego, a jakże) wydawcę i rytownika Johannsena Janssoniusa, obok Ptolemeusza i Kopernika stoi Tycho Brahe? I kim on był? Po te i inne odpowiedzi trzeba sięgnąć do wspomnianych albumów.
Mapa „Harmonia Macrocosimca” w pełnej krasie.

Od lat nieprzerwanie fascynują mnie mapy, często z niezwykłymi, ozdobnymi kartuszami, na których kartograf rysował alegoryczne przedstawienia żywiołów, anioły, które wydymając policzki wieją wiatrami, portrety odkrywców, królów, tubylców i miast, a także tablice astronomiczne i astrolabium. Same zaś lądy i morza kartograf zdobił ilustracjami żaglowców i straszliwych bestii.
Nazwa „mapa” (mappa) oznaczała początkowo zwykły kawałek płótna, którym machało się w cyrku: być może pochodzi ona z języka punickiego, nieznane jest jej dokładne pochodzenie. Na mapach świata na długi czas zagnieździły się bestie i potwory biblijne, szczególnie w tych częściach, na których są przedstawione obce lub nieznane morza: ogromne ryby, które szczerzą zęby i którym widać nastroszone płetwy, podobne do biblijnego Lewiatana lub Rahaba.
[Mediteranski brevijar, Predrag Matvejević]
Na koniec XVII-wieczna mapa nieba, autorstwa holenderskiego kartografa Frederika De Wita.

Mapy mają znaczenie praktyczne (użytkowe), kulturowe, a także artystyczne. To prawdziwe dzieła sztuki wynikłe z połączenia wiedzy z wielu dziedzin, w tym matematycznej, przyrodniczej i geograficznej z kunsztem artystycznym. Do tego dochodzi precyzja rysunku, detale i kolory, wszystko zaś wzbogacone ogromną dozą wyobraźni – nie wolno bowiem zapominać, że wiele z przedstawionych lądów czy planet (w czasach, gdy je rysowano) istniało tylko jako imaginacja lub opowieść. Jeszcze nie odkryte, nie zbadane, ale już zaznaczone na mapie jako „domyślone” przez kartografa czy astrologa.
Mapa jest też niekończącą się opowieścią – specyficznym językiem przemawiają do nas poprzednicy: szaleni podróżnicy, nieulękli żeglarze, żądni łupów odkrywcy, pracowici kartografowie, mistrzowie pędzla i wszyscy, którzy utrwalili tamten świat, swój świat.
Dajmy się porwać ich mowie, wiatrom i wyobraźni. Popłyńmy po morzach, mając nad sobą niebo pełne gwiazd. Dryfujmy po nieznanych czy nieistniejących morzach, walczmy ze strasznymi bestiami i zastanówmy się, gdzie leży środek naszego współczesnego świata.
Recenzowane książki:
- Dawne mapy. Podróż w przeszłość, Kevin J. Brown, przełożył Michał Zagrodzki, Wydawnictwo ARKADY, Warszawa 2019, stron 207, ISBN 978-83-213-5111-7
- Mapy nieba. Podróż wśród gwiazdozbiorów, Elena Percivaldi, przełożyła Maciejka Mazan, Wydawnictwo ARKADY, Warszawa 2019, stron 207, ISBN 978-83-213-5111-7
Cytaty pochodzą z:
- Dawne mapy, Kevin J. Brown, op.cit
- Mediteranski brevijar, Predrag Matvejević, V.B.Z., Zagreb, 2006, przekład fragmentów Barbara Kramar
Uwaga: „Mediteranski brevijar” Predraga Matvejevicia w polskim przekładzie Danuty Cirlić-Straszyńskiej (pod tytułem: „Brewiarz śródziemnomorski”) wydała oficyna Czarne w 2003 roku; a tłumaczenie powstało na podstawie chorwackiego wydania z 1987 roku
Polecane książki towarzyszące:
- Skarby kartografii, Jan A. Wendt, red. naukowa Lucyna Szaniawska, Wydawnictwo ARKADY, Warszawa 2013, stron 247, ISBN 978-83-213-4767-7
- John Nash, Vermeer, przełożyła Halina Andrzejewska, Wydawnictwo ARKADY, Warszawa 1998, stron 128, ISBN 83-213-3923-9